W tym roku, 28 maja, minie 16 lat od pierwszego wodowania mojej żaglowej kanu BETH "YuanFen". Odbyło się to w Górkach Zachodnich, koło Gdańska, podczas inauguracji skromnej imprezy międzynarodowej, organizowanej pod auspicjami Dinghy Cruising Association, pod nazwą Raid Poland. Wtedy BETH "YuanFen", nie wyszła w rejs po Zatoce Gdańskiej i Zalewie Wiślanym. Na Zatokę Pucką miała wrócić dopiero po pięciu latach w sierpniu 2015 roku. Rok wcześniej, pojawiła się na Jeziorze Jamno, podczas Piątego Zlotu Proa w Mielnie. A od sezonu 2023 bierze udział w Zlotach Pod Kleszczami Kraba (dawniej Zlotach Proa) w Rzucewie nad Zatoką Pucką.
Pomimo tego, że wielokrotnie i w różnych miejscach w internecie opisywałem jej budowę i motywy jakie mną kierowały podczas wyboru projektu mojej pierwszej żaglówki, do budowy od zera, postanowiłem wrócić do tematu i ponownie przybliżyć sprawę moim stałym, a także nowym czytelnikom.
Po sprzedaży w 1999 roku, mojego jachciku, przerobionego prototypu międzynarodowej klasy MICRO "St. Bibola", musiałem powstrzymać moje ambicje szkutnicze i armatorskie. Po kilku latach zacząłem jednak odczuwać wielką pustkę i zapragnąłem zbudować własną łódź - tym razem, od zera. Pojawiło się wiele pomysłów, ale mierzyłem siły na zamiary. Wyszukałem, między innymi, sprowadzony z Niemiec, jacht klasy Pirat, do niewielkiego remontu, ale zrezygnowałem, wszak odbudowywałem już MICRO. Zaangażowałem się w poszukiwanie w necie odpowiedniego dla siebie projektu. Penetrowałem zasoby z całego świata, np. zafascynowały mnie niezwykłe projekty powstałe według idei "instant boats" Phila Bolgera i Jima Michalaka. Wtedy też zakolegowaliśmy się z Wojtkiem Bagińskim, który budował, ale i propagował łódki "instant boats" Jima Michalaka i prowadził internetową grupę Yahoo "Instant Boats". Jednocześnie, wciąż poszukiwałem łodzi dla siebie, przeglądałem projekty polskich projektantów, szczególnie Mieczysława Plucińskiego i Norberta Patalasa, a także amerykańskich, australijskich i brytyjskich. Rzadziej pochodzące z innych krajów. No i plany łodzi Radosława Werszki. Wiele było ciekawych i świetnych, ale zawsze, coś mi nie pasowało. No i, co ważne, odrzuciłem wszelkie materiały inne, niż drewno i sklejka wodoodporna. Potrzebowałem lekkiej łodzi do zabawy na wodzie dla mnie - samotnego żeglarza. Ewentualne walory morskie, należało odłożyć na kiedyś.
W roku 2000, mój brat, po sprzedaży swojej Foki II "Ja-Jo", zakupił, dla siebie z zamiarem własnoręcznej budowy amatorskiej, plany żaglowej kanu BETH, projektu australijskiego projektanta sklejkowych łodzi, Michaela Storera. Pokazał mi je, jako przykład. Od razu łódka bardzo mi się spodobała! Gracja i elegancja kształtu kadłuba, połączona z historyzującym stylem kadłuba i ożaglowania i lekkością oraz prostotą budowy. Wreszcie coś dla mnie!
W tym czasie, bardzo dokładnie opracowałem moje własne kryteria wyboru łódki do amatorskiej budowy:
Po pierwsze, łódka musi mi się podobać - musi mnie zachwycać!
Po drugie, musi być prosta i tania w budowie. Prosta na tyle, abym mógł ją budować samodzielnie, mając niewielkie umiejętności szkutnicze i aby budowa nie trwała zbyt długo, co mogłoby mnie zniechęcić w trakcie. Tania ze względu na rodzaj i ilość użytego materiału oraz niewymagająca wielkiej ilości drogich, specjalistycznych narzędzi, które przed rozpoczęciem budowy musiałbym kupić i zgromadzić - musiał wystarczyć skromny zestaw narzędzi. Całość przedsięwzięcia, musi być źródłem radości i satysfakcji, a nie problemów i udręki.
Po trzecie, musi być na tyle niewielka, aby budowa mogła się zmieścić w niewielkim, przydomowym garażu i pozwalać na najtańszy transport nad wodę oraz łatwe manewrowanie na lądzie, nawet w pojedynkę.
Znalazłem sporo konstrukcji Mieczysława Plucińskiego, Paula Selway Fishera, Iaina Oughtreda, Phila Bolgera, Jima Michalaka i innych, które mogły spełnić moje kryteria i je technicznie spełniały, ale nie mogłem się zdecydować. W tym czasie, mój brat stwierdził, że nie będzie jednak budował BETH i odstąpił mi swój egzemplarz planów. Skontaktowałem się, na nieistniejącym już, australijskim forum z Michaelem Storerem, a on dał mi zielone światło i w 2009 roku mogłem rozpocząć budowę!
Dlaczego BETH?
Po pierwsze, zachwyciła mnie swoim kształtem. Znałem ją tylko ze zdjęć w necie, wtedy w bardzo słabej rozdzielczości, i z rysunków w dokumentacji, którą dostałem od brata. To wystarczyło, żebym się nią zachwycił i zachwyca mnie do dzisiaj. Michael Storer nie odcina się od inspiracji dziewiętnastowiecznymi, dwumasztowymi, żaglowymi kanu, ani łodziami typu sharpie z tamtego okresu, ani "instant boats" Phila Bolgera i pięknej I110 C. Raymonda Hunta. Wszystko razem zostało zaklęte w sylwetce prostej, sklejkowej, żaglowej kanu, ożaglowanej jako lugrowy ket-jol. Co za wdzięk!
Po drugie, prostota i lekkość. Kadłub buduje się z czterech arkuszy sklejki wodoodpornej i niewielkiej ilości drewna w standardowych wymiarach. Dwa arkusze sklejki 6 mm wykorzystuje się na konstrukcję dna i czterech grodzi. Z arkuszy sklejki 4 mm wykonuje się burty i pokład. Płaskie dno, pionowe burty i wypukły pokład. Kadłub nie ma nawet stępki i żadnego szkieletu, znanego nam z konstrukcji innych łodzi i opiera się, na sztywności zmontowanej w całość, sklejki klejonej epoksydem. Epoksyd wybacza wiele błędów w dopasowaniu elementów wypełniając ubytki. Buduje się bez stołu montażowego, na kobyłkach. Mnie musiały wystarczyć dwie, chwiejące się, drewniane skrzynki po jabłkach. Kadłub BETH zbudowanej według specyfikacji ze sklejki okoume i drewna żywotnika zachodniego oraz niewielkiej ilości mahoniu, waży 32 kg. Mój egzemplarz, zbudowany z tańszych materiałów dostępnych w Polsce (sklejka brzozowa, drewno sosnowe i dębowe) waży o około 30% więcej, czyli około 45 kg. Z powodzeniem nadaje się do transportowania na bagażniku dachowym samochodu osobowego.
Budowę rozpocząłem wiosną 2009 i z wieloma, długimi przerwami, zwłaszcza kilkumiesięczną przerwą zimową, trwała ona do wiosny 2010. Niestety, z mojego konta Flickr, musiałem już usunąć wszystkie zdjęcia z budowy. Przetrwały one jednak na moim zewnętrznym dysku i dzięki temu, kilka z nich, które ilustrują prostotę budowy, tutaj pokażę.
Przez pierwsze lata od wodowania w maju 2010 roku, żeglowałem najpierw na maleńkim Jeziorze Dziekanowskim, niedaleko naszego domu, jednak szybko przeniosłem się na Jezioro Zegrzyńskie (Zalew Zegrzyński), czyli największy i najpopularniejszy akwen w okolicy Warszawy. Mogę powiedzieć, że pomimo różnych ograniczeń, jakie niesie ze sobą ta łódka, miałem mnóstwo frajdy z jej użytkowania. Po 2015 roku uznałem jednak, że muszę zbudować nową łódź, tym razem dla dwojga. BETH "YuanFen", na pewien czas, popadła w lekkie zapomnienie i nawet dałem ogłoszenie o jej sprzedaży. Na szczęście, nie było kupca i po latach postanowiłem reaktywować ją i wozić nad Zatokę Pucką, gdzie ponownie, w sezonach 2023-2025, dała mi mnóstwo radości.
Warto przypomnieć o pewnym pomyśle, którego nigdy nie zrealizowałem. Rejsie z Kołobrzegu, lub Mrzeżyna, przez Bałtyk na Bornholm. Zdawałem sobie sprawę z pewnej niedorzeczności. BETH jest łódką do żeglugi dziennej po wodach śródlądowych i morskich osłoniętych i jest bardzo delikatnej budowy. Tutaj pojawiły się pomysły, mniejszych i większych przeróbek i dostosowania jej do takiego rejsu. W sumie, jedyną przeróbką, której dokonałem, było skrócenie smukłego i głęboko zanurzonego miecza o około 30 cm - zrobiliśmy to w 2024 roku w Rzucewie, nad Zatoką Pucką, aby ułatwić żeglugę przybrzeżną po tym ekstremalnie płytkim akwenie. Łódź stała się nieco bardziej "tępa", ale komfort i bezpieczeństwo w przechodzeniu nad płyciznami okazały się nie do przecenienia.
Po wielu latach mogę powiedzieć, że BETH "YuanFen" spełniła wszelkie moje oczekiwania, jakie można mieć od łódki tego rodzaju. Nie jest jachtem turystycznym, ani morską regatówką. Jest łódką do przybrzeżnej zabawy i jako taka, daje mnóstwo radości z szybkiej żeglugi. Nie jest idealna i nie nadaje się do wszystkiego, ale tylko do tego, do czego została zaprojektowana. Podoba się wszystkim, którzy ją oglądają i z bliska i z daleka, zwracając uwagę swoją klasyczną, elegancką i wdzięczną sylwetką. Mogę jedynie żałować, że nie "przyszła" do mnie 20 lat wcześniej, kiedy byłem w pełni sprawności, abym mógł ją jeszcze lepiej wykorzystać.
Jeszcze sprawa nazwy. Podczas rozmów z Mikiem Storerem, projektantem BETH, mówiliśmy o tym, jak trafiłem i zafascynowałem się jego projektem. Mik powiedział, że w Chinach nazywa się to "Yuán Fèn" (los i przeznaczenie) czyli kosmiczna siła, która zbliża ludzi do siebie nawzajem. Wydało mi się to świetnym pomysłem na nazwę dla mojej łódki: "YuanFen".











Komentarze
Prześlij komentarz