Dlaczego GIS? Czyli: Zanim wyruszymy w rejs #15

Oczywiście, zachwycając się kształtem mojej przyszłej BETH, a oglądając np. stronę internetową MIK'a Storera, nie mogłem nie zauważać innych łodzi. Zastanawiałem się już wtedy, czy może od razu, nie powinienem szukać łodzi dwuosobowej? Oczywiście, już wtedy zwrócił moją uwagę Goat Island Skiff w skrócie zwany GIS. Równie prosty w budowie, jak BETH, jednak mieszczący swobodnie dwie osoby, a nawet trzy, a czasem cztery! Na australijskim forum, oglądałem relacje z budowy i zdjęcia gotowych jednostek.

Skupiłem się jednak, na budowie BETH i później, przez kilka lat z radością korzystałem ze swojej łódki. Miałem przerwę zdrowotną w 2013 roku, ale szybko udało mi się wrócić na wodę w 2014. Wtedy było nas już dwoje. Moje żeglowanie wyglądało tak, że wodowałem moją BETH "YuanFen" na Jeziorze Zegrzyńskim, Jeziorze Jamno, czy Zatoce Puckiej, a Kasia czekała na mnie na brzegu, obserwowała i robiła mi mnóstwo zdjęć. Już wtedy, było wiadomym, że musimy pożeglować razem, ale do tego potrzebujemy odpowiedniej łodzi.

Zacząłem rozglądać się za odpowiednią łódką, do amatorskiej budowy. Wśród rozważanych, były projekty M. Plucińskiego i N. Patalasa, R. Werszki, ale również I. Oughtreda i F. Viviera i wiele innych. Wśród tych rozważań, zawsze pod uwagę brany był Goat Island Skiff. Początkowo zwróciłem uwagę na jego wysoką burtę, proporcje, kształt ożaglowania i pojemność. Bardzo spodobała mi się jego sylwetka. Budowniczowie-amatorzy ze świata pisali o prostocie budowy, lekkości i dużej prędkości oraz dzielności morskiej (seaworthness) kadłuba. No i w końcu, zachwyciłem się tą łódką, jak wcześniej BETH. Miałem też okazję spotkać dwa polskie GIS-y: "Gromek" Kuby W. i "Safari" Zbyszka W. a tym drugim również chwilę pożeglować po ZZ w roli pasażera.

Stylistycznie, Goat Island Skiff nawiązuje trochę do dziewiętnastowiecznych sharpie/flattie skiffs ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, jednak wyróżnia się wysoką burtą i pawężą, która nie jest wyniesiona wysoko nad linię wodną, dzięki czemu łatwo może wchodzić w ślizg. Próbując porównać go do współczesnych, jednoosobowych klas regatowych, przychodzi mi na myśl Finn. GIS jest lżejszy od Finna, ma podobne wymiary kadłuba (jest o 20 cm dłuższy) i tylko trochę (o 0,25 m²) mniejszą powierzchnię żagla. Może więc żeglować równie szybko, co Finn. Ale wymaga uwagi i umiejętności doświadczonego skippera. Za to, jako łódź dwuosobowa jest spokojniejszy i może być znakomity, dla rekreacji i turystyki/cruisingu.

Moje kryteria wyboru, od czasu BETH, niewiele się zmieniły. Po prostu, zaczęło chodzić o łódkę dwuosobową, a GIS pasował do nich najlepiej ze wszystkich: 

Po pierwsze, łódka musi mi się podobać - musi mnie zachwycać!
Po drugie, musi być prosta i tania w budowie. Prosta na tyle, abym mógł ją budować samodzielnie, mając niewielkie umiejętności szkutnicze i aby budowa nie trwała zbyt długo, co mogłoby mnie zniechęcić w trakcie. Tania ze względu na rodzaj i ilość użytego materiału oraz niewymagająca wielkiej ilości drogich, specjalistycznych narzędzi, które przed rozpoczęciem budowy musiałbym kupić i zgromadzić - musiał wystarczyć skromny zestaw narzędzi. Całość przedsięwzięcia, musi być źródłem radości i satysfakcji, a nie problemów i udręki.
Po trzecie, musi być na tyle niewielka, aby budowa mogła się zmieścić w niewielkim, przydomowym garażu i pozwalać na najtańszy transport nad wodę oraz łatwe manewrowanie na lądzie, we dwójkę. 
 

W 2015 roku, po powrocie z Pucka, zapadła decyzja, że będziemy budować GIS-a. Mieliśmy jednak spory problem. Od 2013 roku byłem rencistą, a renta i doraźne zlecenia, nie starczały na normalne życie. Skąd wziąć środki na budowę? Niby budowa amatorska nie jest bardzo droga, jednak same, podstawowe materiały, to kilka tysięcy PLN. W sukurs pojawił się partner - Bartek, pewien mojego zaangażowania powiedział, żebym zbudował GIS-a dla niego, a on dołoży się do tej budowy, jeśli chodzi o koszt materiałów i żagla. Będziemy mieli łódkę na spółę. A potem się zobaczy. Bartek rozwiązał mój największy problem! Mogłem zaczynać!

Projekt Goat Island Skiff jest bardzo oszczędny. Płaskie dno, proste burty, skrzynka mieczowa, pawęż i cztery wiązania poprzeczne. Nie ma nawet stępki! Sześć arkuszy sklejki okoume grubości 6 mm, trochę listew z drewna konstrukcyjnego i twardego, dla wykończenia. Minimalna ilość okuć. Miecz i ster szybrowe. Alternatywne konstrukcje masztu - wybrałem najprostszą, czyli maszt skrzynkowy o przekroju kwadratowym, prawdopodobnie najlżejszy. Według planów i specyfikacji materiałów, masa kadłuba, nie powinna przekroczyć 60 kg. Ale ja budowałem z tańszych i dostępnych materiałów w Polsce - sklejka brzozowa, drewno sosnowe i dębowe. W sumie, nasz pusty kadłub waży nie mniej, niż 100 kg. To i tak, jest całkiem niewiele.

Jesienią 2015 roku, zacząłem gromadzić materiały i rozpocząłem budowę, m. in. trasując i klejąc panele dna i burt w hallu naszego domu. Reszta miała odbywać się w garażu, jednak ten był częściowo zajęty, przez moją byłą żonę i jej partnera. W praktyce wyglądało to później tak, że budowa toczyła się na zewnątrz garażu, aby na noc wstawiać częściowo zmontowany kadłub do wnętrza. Nadal dysponowałem bardzo skromnym zestawem narzędzi. Doszły jedynie elektryczne piła tarczowa i wyrzynarka od Łukasza. Zwłaszcza ta ostatnia, bardzo pomogła mi w pracy. No i kilka nowych ścisków stolarskich.

Budując BETH, bardzo dokładnie przetłumaczyłem na polski, prawie całą instrukcję/opis budowy. Podczas budowy GIS-a, wydawało mi się, że sobie poradzę bez tego, bo mam już doświadczenie, a mój angielski jest chyba lepszy, żeby móc czytać instrukcję na bieżąco. Podczas montażu jednak wyszło, że pomyliłem kolejność niektórych operacji. Na szczęście, jakoś udało się tę łódkę zbudować. 

Większość prac wykonywałem w pojedynkę, jednak montaż burt i dna w kształt 3D, wymagają dodatkowej pomocy dwóch rąk, po drugiej stronie pięciometrowych paneli burt i dna, i w tych czynnościach pomogła mi Kasia.

Budowa trwała od września 2015, do września 2016 z dłuższymi i krótszymi przerwami, na oczekiwanie na pogodę oraz z bardzo długą przerwę zimową. 3 września 2016 odbyło się uroczyste nadanie imienia "Uitwaaien" i wodowanie nad ZZ, na przystani w Wierzbicy i odbyliśmy dziewiczy rejs do przystani restauracji "Helios" w Zegrzu Południowym, gdzie była nasza docelowa przystań. W tym roku minie właśnie 10 lat od tamtych wydarzeń.

Pełna sekwencja zdjęć z budowy, jest wciąż dostępna na moim koncie Google Photos

Skąd się wzięła i co oznacza obcobrzmiąca nazwa? Nazwę, dla naszego GIS-a, wybrała Joanna, żona Bartka. "Uitwaaien" (wym.: "autwajen"), to niderlandzki czasownik, który dosłownie znaczy "spacerować na wietrze", "wyjść na świeże powietrze", "getting some fresh air", natomiast w jego metaforycznym znaczeniu, to "wyjść z domu, aby wietrzyć umysł" - taki rodzaj medytacji w ruchu i oczyszczania umysłu z niepotrzebnych rzeczy. Bardzo nam się to spodobało.

W sumie, w taki sposób korzystamy z naszej łódki. Spacerujemy, nie ścigamy się, chociaż GIS potrafi być szybki. Staramy się wietrzyć nasze głowy. Głównie żeglujemy po ZZ (Jeziorze Zegrzyńskim) jednak raz, latem 2018 wybraliśmy się nad Zatokę Pucką do Osłonina, gdzie podczas Zlotu Proa spróbowaliśmy zatokowej fali - tutaj też.

Wiosną 2018, dokonałem jedynej przeróbki naszej łódki. Po prostu, moje niewysportowane nogi i kolana, domagały się innego sposobu siedzenia w kokpicie - ani na dnie, ani na listwie odbojowej, tylko na bocznych ławkach. To było dla mnie bardzo ważne udogodnienie. Dzisiaj myślę, czy nie warto byłoby dodać jeszcze poprzeczną, może zdejmowaną i przesuwną ławeczkę pomiędzy nimi? Poza tym, GIS jest doskonały, do celu jaki sobie postawiliśmy. Jest szybki, pakowny. Pozwala na żeglugę dwojga dorosłych + dwojga dzieci i średniej wielkości psa, ale najlepszy jest do żeglugi we dwójkę.

Obydwoje z Kasią, cierpimy na pewne niepełnosprawności, jednak Goat Island Skiff, wydaje się być dla nas optymalny. Poza walorami czysto żeglarskimi, np. tani transport lądowy na zwykłej, lekkiej przyczepie towarowej, oraz wodowanie, wyciąganie z wody i manewrowanie łódką po plaży siłami załogi, są dla nas kluczowe.

Zawsze mamy świadomość, że GIS, to mała, lekka, bezbalastowa dinghy, która może się wywrócić, dlatego zawsze staram się dokładnie i na bieżąco sprawdzać prognozy i refować żagiel zawczasu, a w ekstremalne warunki, nie pcham się w ogóle.

Dotąd mieliśmy tylko jedną, poważniejszą awarię. Zignorowałem, znaną sobie i rozległą mieliznę i uderzyliśmy mieczem w podwodną przeszkodę - wystarczyła prosta naprawa, krawędzi spływu miecza w domu, a skrzynki mieczowej na plaży, po jej wysuszeniu.

Rozważałem użycie GIS-a w cruisingu, na śródlądziu i zatoce. Nie był do tego projektowany, jednak jest często, i z powodzeniem, jest w tym celu użytkowany. Po prostu, Kasia powiedziała, że ona nie weźmie udziału w takiej zabawie, ale i moje zdrowie nie pozwala na dłuższe rejsy. Szkoda, ale cieszmy się tym co mamy: nasz GIS "Uitwaaien" stacjonuje metr od wody Jeziora Zegrzyńskiego i możemy własnymi siłami zwodować go i wyciągnąć z wody z powrotem, po kilku godzinach mniej lub bardziej wyczerpującego żeglowania. A jeśli uznamy, że jesteśmy już zmęczeni, możemy zakończyć prawie natychmiast.

Mam nadzieję, że po sezonie 2026, który nie zapowiada się dla mnie dobrze - jestem chory i czekam na kolejną operację chirurgiczną - będę mógł wrócić, zarówno do GIS-a, jak i do BETH i żeglować nimi jeszcze przez wiele lat...

(zdjęcia w kolejności od góry: 1 i 2 moje, 3 Wiktor, 4 Filip)




Komentarze