Przyszła wreszcie pora, żeby krótko podsumować, nasz ponowny, wakacyjny wyjazd nad Zatokę Pucką. Moi wierni czytelnicy, doskonale pamiętają, że po zakończeniu Zlotu Pod Kleszczami Kraba w lipcu, skorzystaliśmy z uprzejmości gospodarzy naszej kwatery i zostawiliśmy naszą żaglową kanu, pod ich opieką w Osłoninie. Po kilku tygodniach wróciliśmy tam z wnuczętami Kasi, by wspólnie spędzić tydzień. Dla mnie, miała być, poza plażą, spacerami i zwiedzaniem, dodatkowa atrakcja, czyli właśnie żeglowanie moją żaglową kanu BETH "YuanFen", a gdyby pogoda dopisała i chęć była, mogłaby ze mną pożeglować również dziewięcioletnia Basia. Jasio, jako starszy i większy, bo wzrostu i ciężaru dorosłej osoby, nie mógłby już mi towarzyszyć, jako pasażer jednoosobowej kanu...
W Osłoninie pojawiliśmy się po południu w sobotę, 17 sierpnia, podczas trwania tzw. długiego weekendu, po Święcie Wojska Polskiego (Wniebowzięcia NMP) i trafiliśmy na duży ruch, wręcz napór turystyczny, objawiający się szczególnie dużą liczbą ludzi i skuterów wodnych na plaży i na wodzie. Pomimo znakomitej pogody, zrezygnowałem z wodowania BETH w takich warunkach, głównie ze względu na duży ruch na slipie. Tymczasem, wieczorem w Osłonienie rozpoczął się festyn z okazji Dni
Osłonina, który stał się dla nas, niespodziewaną, miłą i ciekawą
atrakcją - np. pokazy Ochotniczej Straży Pożarnej i zlot zabytkowych
pojazdów - samochodów, motocykli i ciągników rolniczych! Zwodowaliśmy dopiero w niedzielę, późno po południu, kiedy napór na slipie zelżał, ale było już zbyt późno, żeby pożeglować - łódka została przeholowana, na upatrzone wcześniej miejsce na plaży, otaklowana i ... Pozostawiona samotnie, na następny dzień.
Pierwsze żeglowanie, odbyłem 19 sierpnia, ale "znakomitej" pogody z soboty, już nie było. Wiało sporo, generalnie wzdłuż brzegu. Przy brzegu miałem około 3 Bft, a odchodząc nieco dalej, dostawałem silne szkwały o sile pełnej czwórki lub więcej, więc robiłem zwrot i wracałem do plaży. Przy plaży kolejny zwrot i z powrotem, na szerszą wodę i znowu zwrot. Najpierw myślałem o pełnych żaglach, ale szybko założyłem pierwszy ref na grocie, a potem, dla bezpieczeństwa i komfortu, założyłem pełne refy, na grocie i bezanie. Warto pamiętać, że pełne refy na BETH, to pozostaje wciąż około 4,5 m kwadratowego powierzchni żagli, co często jest powierzchnią całkowitą, na wielu żaglowych kanu! Pełne żagle BETH, to prawie 8 m kwadratowych płócien na wiatr... Generalnie, fajna zabawa i sporo radości, a przy okazji, podwójnie zarefowana kanu, stojąc przy plaży z postawionymi żaglami, podczas zakładania steru, dwukrotnie została wywrócona, przez silne szkwały, spadające zza osłonińskiego klifu.
Wtorek (20 sierpnia) był dniem, który Kasia wybrała na plażowanie w Kuźnicy, od strony otwartego morza. Odwiozłem więc Kasię i wnuczki do Żelistrzewa, na stację kolejową, skąd pociągiem udali się na Półwysep Helski, do Kuźnicy. Miałem więc wolny czas (kilka godzin) na żeglowanie we wschodnim wietrze 1-2 w skali Beauforta i tak powstało wideo z błędem w tytule, bo pomyliłem w nim datę, wpisując 21 sierpnia. Cóż, mam nadzieję, że nikt na tej podstawie, nie będzie tworzył kolejnych tomów Wielkiej Historii Żeglarstwa Polskiego i jest to szczegół, bez jakiegokolwiek znaczenia... Drugi błąd był, dla mnie, o wiele gorszy! Z lenistwa, bo nie chciało mi się wracać na kwaterę, pozostawiłem samochód na parkingu niedaleko plaży, a kluczyk wziąłem ze sobą, na łódkę i wrzuciłem go do zamykanego schowka. Już po żeglowaniu okazało się, że w schowku, jest wewnątrz woda - czy to deszczówka z opadów, czy morska z wywrotek sprzed dwóch dni, nie miało znaczenia. Elektronika w kluczyku umarła, a jego tradycyjna funkcja, nie chciała działać, bo nieużywany latami zamek w drzwiach, był jak zamurowany. Na szczęście, po wielu próbach i złorzeczeniach, wpuścił mnie do środka... Gdyby nie wideo, pewnie ten przykry epizod, popsułby mi całkiem wspomnienia o tym dniu. A miałem bardzo przyjemne żeglowanie i rozmowy ze spotkanymi ludźmi, a także śmieszny komentarz z mijanego jachtu, na temat mojej BETH: "To taka mini DeZeta", świadczący o bardzo ograniczonej wiedzy polskich żeglarzy, na temat żaglowych kanu z lugrowym ożaglowaniem ket-jol, bo nie był to pierwszy tego typu komentarz, jaki słyszałem. Jest, jak jest - skąd mieliby je znać? A później jazda do Kuźnicy na plażę, obiad z Kasią i wnuczkami w Jastarni i powrót w tradycyjnym, choć nie największym z możliwych, korku.
Następne dni, to pogorszenie pogody, silne wiatry i przelotne deszcze, które wykorzystaliśmy na zwiedzanie Muzeum Pancernego w Kłaninie, Fokarium w Helu i tym podobne atrakcje.
Na wodę mogłem zejść ponownie dopiero w piątek, 23 sierpnia. Wiało z podobną siłą, jak w poniedziałek, ale z przeciwnego kierunku. Początkowo spróbowałem pełnych żagli i było to bardzo emocjonujące. Po kilkunastu halsach, od brzegu i powrotnych, zdecydowałem na wzięcie podwójnych refów i pozwoliło mi to na dalszą, szybką, ale za to, spokojniejszą zabawę. Dużo, fajnej zabawy pod żaglami, którą musiałem zakończyć, bo byłem umówiony z gospodarzami kwatery, na załadunek BETH, na bagażnik dachowy naszego samochodu.
W sobotę, sprawnie dojechaliśmy do domu i dzięki pomocy sąsiada, zdjęliśmy kanu z bagażnika. Później sam ulokowałem BETH "YuanFen" w garażu. Pozostały przyjemne wspomnienia i pomysł na modernizację, która powinna zwiększyć komfort żeglugi, a głównie bezpieczeństwo, ale o tym, na razie, SZA!
Poniżej zdjęcia z pierwszego i ostatniego dnia żeglowania i trzy linki do wideo, na moim kanale YouTube - większość zdjęć i kamera wideo, oprócz montowanej do bomów, Kasia:
Komentarze
Prześlij komentarz