Sezon nawigacyjny 2024 w centralnej Polsce obfituje, wszak jeszcze się nie zakończył, w wyjątkowo wysokie temperatury, co pozwala nam korzystać z dobrodziejstw żeglarstwa, dłużej niż zwykle.
Kasia postanowiła wziąć kolejny dzień urlopu w piątek, 20 września. Oczywiście, poprzedziliśmy to analizą prognoz pogody. Zapowiadano wiatr 3-4 stopni w skali Beauforta z kierunku SE do E, słońce i temperaturę powietrza do +24 stopni Celsjusza. Po prostu, bajka!
Po przyjeździe do Water-Club, wydawało się, że wieje trójka SE, spodziewaliśmy się więc również, zapowiadanej czwórki z tego kierunku. Stąd wzięty ref na żaglu. Po zwodowaniu, a zwłaszcza po odejściu od brzegu jeziora, miałem wrażenie, że zapowiedziane 3, jest bardziej podobne do 2 i myślałem poważnie o rozrefowaniu żagla. Na szczęście, trójka SE wracała, co i raz.
Na środku "patelni", wiatr dość niespodziewanie, zdechł zupełnie. Po chwili kompletnej ciszy, próbował wiać z NW, by zaraz, dość gwałtownie, powrócić z kierunku SE z siłą około 3 Bft. Trudno, na środku jeziora, zwalać takie zjawisko, na wpływ zawirowań wiatru od zadrzewień na lądzie - po prostu, nagrzane nierównomiernie powietrze, stworzyło nad jeziorem, punktowy niż i ucieczkę bąbla ciepłego i wilgotnego powietrza do góry, zmieniając lokalnie, na krótki czas, siłę i kierunek wiatru. W tym czasie obserwowałem w odległości kilkuset metrów od nas, wyraźne zmarszczki od wiatru na wodzie, spodziewając się powrotu wiatru, nie będąc jednak pewny, ani jego kierunku, ani siły. Wtedy, po raz pierwszy, ucieszyłem się, że mamy na żaglu założony ref, bo takie powroty wiatru, ale ze zwielokrotnioną siłą, również mogą się zdarzyć. Cała sytuacja została zarejestrowana, na załączonym, na moim kanale, wideo. Zapisana i udostępniona, w tzw. czasie rzeczywistym, bez skrótów, jedynie opatrzona napisami - subtitles. Nie jest to może, bardzo emocjonująca scena, zależało mi jednak, na udokumentowaniu zjawiska. Dużo później, już po wyczerpaniu się baterii w kamerze, podczas naszego powrotu od strony wyspy Euzebia, do Water-Club, mieliśmy podobne zdarzenie, ale na kursie z wiatrem, kiedy wiatr E nam prawie całkowicie zdechł i gwałtownie uderzył z NE, do N z siłą 5 w skali Beauforta, po czym, równie szybko osłabł...
W sumie, nasze, piątkowe żeglowanie, było bardzo przyjemne, bo pomimo opisanych niespodzianek, prędkość pozwalała, na dość sprawne pokonywanie odległości w zamierzonym kierunku. Inaczej zapowiadała się pogoda na sobotę i niedzielę...
Przed nami, był wybór, "złej prognozy, od gorszej". Prognoza na sobotę, pokazywała wiatr SE do E o sile (hmmm...) 1-2 w skali Bft. Na niedzielę była nieco lepsza, czyli wiatr SE do E, 2 w skali Bft. Odpuściliśmy więc sobie żeglowanie w sobotę, przeznaczając ten dzień, na zajęcia gospodarskie. Na ZZ pojechaliśmy w niedzielę, spodziewając się lepszych warunków wietrznych, potwierdzonych jeszcze poranną prognozą.
Niestety, zamiast prognozowanego wiatru 2 z SE, na przystani Water-Club przywitała nas słabnąca dwójka z NW... Zanim przygotowaliśmy łódkę do odejścia, widziałem jeszcze kilka żaglówek, dość żwawo poruszających się w oddali. Ale sytuacja zmieniała się i w chwili naszego odejścia od brzegu, wszystkie żaglówki na jeziorze, praktycznie, zatrzymały się. Jeszcze pan prowadzący wypożyczalnię desek z żaglem i SUP, ironicznie zapytał nas, czy bez wiatru da się...? Odpowiedziałem z nadzieją, że pobujamy się i zobaczymy i za chwilę staliśmy na wodzie i my. Warty odnotowania jest fakt, że ciepła woda jeziora, miała wciąż zielony kolor i widoczne w niej były zielone granulki - skupiska bakterii, sinic...
Jednakże, pomalutku, przesuwaliśmy się po powierzchni wody, denerwowani tylko, coraz częstszym i silniejszym falowaniem, generowanym przez stale rosnącą liczbę motorówek i skuterów, które zatrzymywało GIS-a w miejscu. Musieliśmy wtedy czekać na uspokojenie się powierzchni wody i kolejny, leciutki podmuch. W tych warunkach, odbywał się bieg jakichś regat jachtów kabinowych, w którym startowało, chyba nie więcej, niż 10 łodzi. Mijając ich w pewnej odległości, widziałem, że na wiatr, idziemy równoległym kursem, do jachtów halsujących na nawietrzną boję - nieźle! W chwili nieco dłuższego podmuchu, minęliśmy się z sunącą majestatycznie DZ-tą, po czym zawróciliśmy na swoje miejsce. Wiatru starczyło na tyle, by nie musieć używać wioseł, a kiedy mocowaliśmy plandekę wiatr nieco się podniósł, ale chyba tylko przy brzegu, bo na jeziorze gładko i wszyscy stoją...
Poniżej, wybrane zdjęcia z piątku i niedzieli oraz link do wideo - zapraszam!
Komentarze
Prześlij komentarz