poniedziałek, 27 lutego 2012

Ocalić od zapomnienia - żaglowe kajaki Pana P. (1)

Jednym z polskich projektantów drewnianych łodzi, który wywarł największy wpływ na projektantów współczesnych, oraz na kształt amatorskiego szkutnictwa polskiego w latach 30-80 XX wieku był niewątpliwie Mieczysław Pluciński. Przypominano już na łamach internetowych witryn Jego sylwetkę i niektóre z jego ciekawych konstrukcji.

Również i dla mnie Mieczysław Pluciński był wzorem, a od kiedy świadomie przyglądałem się różnym łódkom rozpoznawałem od razu jego projekty, zresztą nasza pierwsza łódka także była wzorowana na jednej z jego konstrukcji.

Podobno prawie wszystkie przedwojenne dokumentacje Mieczysława Plucińskiego zaginęły lub zostały zniszczone w 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego. Te które zostały wydane w wersji książkowej zachowały się rozproszone wśród amatorów, inne wśród szkutników, którzy budowali Jego łodzie zawodowo. O wyglądzie reszty konstrukcji możemy dowiedzieć się na podstawie różnych, zachowanych publikacji - np. wydanej w 1936 przez wydawnictwo Główna Księgarnia Wojskowa broszurce autorstwa samego Pana Mieczysława pt. 10 kajaków typu "P". Tę książkę miałem przyjemność podziwiać i wykonać jej skany, dzięki uprzejmości kolegi Marcina @mbober i z niej właśnie chciałbym pokazać w najbliższych odcinkach kilka jednostek.

***

Najciekawsze dla mnie są zawsze łodzie żaglowe i wiosłowo żaglowe, a jedną z bardziej intrygujących konstrukcji Pana P. jest kajak żaglowy P 6.


Zaprojektowany (prawdopodobnie*) w 1935 roku, o czym świadczy widoczny napis na jednym z planów ożaglowania pokazanym w wymienionej książce.



Pokazano bardzo dokładne rysunki linii teoretycznych - charakterystyczna, prawie pionowa dziobnica i piękne, płynne linie, miecz i ster były wykonane z blachy stalowej:


Projektant przedstawił kilka planów ożaglowania - treningowe 6,5 m^2 slup gaflowy i turystyczne 5 m^2 slup gaflowy:


Regatowe gaflowo-bermudzkie ket-jol o powierzchni 6,5 m^2:


A także najciekawsze, regatowe bermudzkie (Marconi) z  wygiętym drążonym masztem, olistwowanym grotem o dużej strzałce liku tylnego, o powierzchni pomiarowej (grot + trójkąt przedni) również 6,5 m^2, ale z dodatkowym, dużym balonfokiem 2,2 m^2, co daje 7,55 m^2 powierzchni na wiatr:


W innym miejscu książki można znaleźć także i inne ilustracje, na których pokazano P 6 - kadłub przed poszyciem pokładu sklejką, zdjęcie ujawnia prostą i lekką wewnętrzną strukturę:


Dwa rodzaje bagażników  w kajaku P 6 - dostępny od strony pokładu, lub od strony kokpitu:


Sposób mocowania drzewc i wioseł wewnątrz kokpitu kajaka P 6:


Dane techniczne kajaka P 6 - według wyżej wymienionej książeczki:

Długość całkowita (Lc) 5,06 m
Długość w linii wodnej (Lwl) 4,73 m
Największa szerokość (B) 0,90 m
Szerokość w linii wodnej (Bwl) 0,81 m
Zanurzenie kadłuba (T) 0,12 m
Zanurzenie z mieczem 0,50 m
Wysokość boczna (H) 0,32 m
Wolna burta minimum 0,20 m
Wyporność (V) 185 kg
Masa około 45 kg
Długość wiosła 2,36 do 2,50 m
Ożaglowanie:
a) turystyczne slup gaflowe 5 m^2
b) treningowe slup gaflowe 6,5 m^2
c) regatowe slup bermudzki (Marconi) 6,5 m^2
d) regatowe ket-jol 6,5 m^2

 ***
____
*) W źródłach są pewne, sprzeczne ze sobą informacje, stąd wnoszę, że Mieczysław Pluciński zmieniał i przerabiał kilkakrotnie projekt. Jak napisałem, na planie ożaglowania ket-jol jest napisany jego ręką rok 1935. W książce Juliusza Sieradzkiego pt. Amatorskie budownictwo sprzętu żeglarskiego, wydanej przez Wydawnictwo Ligi Morskiej w 1953 roku jest podany rok 1936. Stamtąd pochodzi również poniższe zdjęcie (przypuszczam, że to wersja przedwojenna, ta sama, którą znamy z rysunków powyżej) i informacja, że kajak P 6 został ponownie przeprojektowany w roku 1952,


...ale w książce pt. Sam zbuduj łódź - wydanie pierwsze, Wydawnictwo Morskie Gdynia, 1964 rok - Mieczysław Pluciński podaje rok 1937 jako datę powstania pierwotnej dokumentacji, a 1955 za datę powstania wersji powojennej - taką właśnie datę widziałem na dokumentacji, którą niedawno nabył i pokazywał mi Adam @aa1975. Adam zamierza wkrótce rozpocząć budowę tej wersji kajaka P 6 i specjalnie dla niego artykuł o kajaku P 6 rozpoczyna cykl "Ocalić od zapomnienia" na moim blogu. Poniżej skan z książki Sam zbuduj łódź z 1964 roku - przedstawia wersję kajaka P 6 z roku 1955 - kajak dostał pochyloną dziobnicę, dziób ma teraz trochę wyższy a burty na dziobie mocniej rozchylone, miecz i ster są wykonane z drewna, lub sklejki:


Podstawowe dane techniczne kajaka P 6, według tej książki:
Długość 5,0 m
Szerokość 0,9 m
Ożaglowanie slup gaflowy 5 m^2

***

Jako ciekawostkę pokażę poniżej dwa zdjęcia, na których kajak P 6 nie ma skrzynki mieczowej, tylko dwa boczne, holenderskie miecze - może stąd zamieszanie w datach, bo wersji powstało wiele, w ciągu paru lat od 1935 do 1937? A może to tylko pomyłki autorów książek, wynikające z upływu lat?

 
źródło: http://www.sail-ho.pl/article.php?sid=2525
***

Przy okazji - zachęcam do przeczytania cyklu artykułów Norberta Patalasa na temat Mieczysława Plucińskiego i jego projektów, zamieszczonych kilka lat temu na portalu sail-ho:
http://www.sail-ho.pl/article.php?sid=2525
http://www.sail-ho.pl/article.php?sid=2602
http://www.sail-ho.pl/article.php?sid=2639
http://saj.org.pl/article.php?thold=1&mode=nested&order=0&sid=2662


Ciąg dalszy nastąpi...

___
PS: Ktoś pokazywał mi, na swoim koncie Picasa, zdjęcia pięknie wykonanego w latach 70. XX wieku i wspaniale utrzymanego kajaka P 6 w wersji z 1955 roku - niestety, zdjęcia te zniknęły już z internetu, więc nie mogę podać dziś do nich odnośnika...


piątek, 17 lutego 2012

Charleston i Ragtime


O dwóch jachtach Stefana Eknera, które zbudował dla siebie, wspominałem już wcześniej. Z tego względu, iż są to jachty specjalnie zaprojektowane i zbudowane przez Stefana, na własny użytek (jednostki projektowane i budowane przez projektantów na własny użytek są zwykle wyjątkowo ciekawe, między innymi dlatego, że w pewnym sensie, szczególnie odzwierciedlają osobowość projektanta) a do tego, są to dwa moje ulubione z jego jachtów, chciałem chwilę dłużej się nad nimi zatrzymać.

Charleston jest wzorowany na dziewiętnastowiecznych, amerykańskich catboatach ze wschodniego wybrzeża USA. Pierwotnie były to jednostki robocze, a później rozpowszechniły się, jako łodzie do żeglugi przyjemnościowej. Charakterystyczne dla nich były: wielka szerokość w stosunku do długości (około 1 : 2), niewielkie zanurzenie i obrotowy miecz, oraz duża powierzchnia ożaglowania – jeden wielki gaflowy grotżagiel na masywnym krótkim maszcie ustawionym na samym dziobie jednostki. Do tego obszerny kokpit z wysokim nadburciem, płetwa steru w kształcie połówki koła, chroniona masywnym skegiem.

Charleston, zaprojektowany w 1990 roku, zachowuje sporo z tych specyficznych cech amerykańskich catboatów, jest jednak, proporcjonalnie, od nich trochę węższy i ma węższe (smuklejsze) wejście linii wodnych. Dzięki temu, prawdopodobnie, trochę lepiej żegluje na wiatr. Jacht został zaprojektowany, jako mała jednostka kabinowa do śródlądowej i zatokowej turystyki dla 3 – 4 osób.
Jednostkę zbudowano metodą Ashcrofta na dębowym szkielecie. Poszycie z dwóch warstw ukośnie układanych pasów 4-milimetrowej sklejki wodoodpornej. Powstał okrągłodenny kadłub o bardzo dużej sztywności i wytrzymałości, jednocześnie niezbyt ciężki. Budowę rozpoczęto w mieszkaniu, gdzie powstał kompletny szkielet i drzewca, następnie elementy zdemontowano, przewieziono i budowę kontynuowano w hangarze.

Charleston został zwodowany w 1994 roku. Od razu dal się poznać jako jednostka bardzo szybka na nieco pełniejszych kursach. Błędem jest natomiast, próbowanie na nim bardzo ostrej halsówki – niestety, w takich warunkach, zarówno charakterystyka gaflowego żagla, jak i szerokiego kadłuba, pod tym względem ustępuje nowoczesnym konstrukcjom.

Rzadko spotykana, a nawet egzotyczna u nas jednostka typu catboat z powodzeniem spełniła wszystkie założenia projektowe – małego jachtu turystycznego, na wody osłonięte. Dała projektantowi, budowniczemu i armatorowi w jednej osobie, wiele satysfakcji, zarówno podczas prac projektowych, budowlanych, jak i podczas eksploatacji. Jacht już dwukrotnie zmienił właściciela. Przeszedł jeden, poważny remont, dzięki któremu odzyskał dawną świetność i pływa do dziś, wzbudzając spore zainteresowanie, wszędzie tam, gdzie się pojawia.

Charleston – dane techniczne:

Długość kadłuba 5 m
Szerokość 2,2 m
Zanurzenie 0,4/1,1 m
Wyporność 860 kg
Powierzchnia żagla 17 m^2

***

Kolejnym jachtem, który Stefan Ekner zaprojektował i zbudował dla siebie, to balastowy, lugrowy ket-kecz o nazwie Ragtime. Jednostka jest wzorowana na szkockich łodziach zulu, do połowu śledzi, ale szukając w necie historycznych odpowiedników, doszedłem do wniosku, iż nieco podobne jednostki, można znaleźć i w innych rejonach Zachodniej Europy np. w Kornwalii, a nawet w Bretanii.

Założenia projektowe Ragtime'a były dosyć proste – miał powstać mały, nietypowy, niezbyt drogi, ale dzielny, turystyczny jacht balastowy dla 2-3 osób, do żeglugi przybrzeżnej, wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku. Długość kadłuba (5 m) została ograniczona ówczesnymi przepisami – tzw. "notatką słupską", która zezwalała jednostkom do 5 m długości żeglować swobodnie w pasie 2 Mm od brzegu.

Już na pierwszy rzut oka Ragtime wyróżnia się niekonwencjonalną sylwetką. Prawie pionowa dziobnica, ostra rufa z mocno pochyloną tylnicą i zawieszonym na niej sterem, prawie płaski pokład z niewielkim skajlajtem i oczywiście to, co widoczne z daleka, czyli nietypowe, jak na nasze warunki, omasztowanie i żaglowanie – dwa niezbyt wysokie, masywne, wolno stojące maszty. Grotżagiel lugrowy zrównoważony, ale dla zachowania stylu ma tylko szczątkowy bom, aby charakterem nawiązywał do stosowanego na pierwowzorach, ożaglowania lugrowego długohalsowego (dipping lug) a bezanżagiel lugrowy stojący (standing lug) oba w kolorze tanbark.
Oprócz tego, ważne cechy kadłuba, czyli długi, głęboko zanurzony kil, wysoka burta, niewielki, odpływowy kokpit. Okrągłodenny kadłub Ragtime'a zbudowany jest na klejonym, mahoniowym zładzie, poszycie wykonane metodą diagonalną, składa się z dwóch warstw mahoniu. Dodatkowym usztywnieniem jest sklejkowa kratownica denników i wzdłużników. Sklejkowy pokład został pokryty od zewnątrz tekową makietą.

We wnętrzu Ragtime'a rozmieszczono trzy koje i niewielki kambuz ze spirytusową kuchenką na kardanie. Na kojach można swobodnie siedzieć. Pokładowy skajlajt doświetla wnętrze, a po otworzeniu doskonale je wentyluje.

Dzielny jachcik w pełni potwierdził w praktyce założenia projektowe, żeglując po Zatoce Gdańskiej również w trudnych warunkach, a latem 2009 odbył rejs wzdłuż polskiego wybrzeża z Górek Zachodnich do Nowego Warpna. W tym rejsie, Stefan wypróbował działanie dryfkotwy, podczas silnego wiatru i wysokiej fali. Jednostka , mimo iż dosyć ciężka, jest stosunkowo szybka, przy wietrze 3 – 4 stopnie w skali Beauforta osiąga swobodnie ponad 4 węzły, a najwyższa zanotowana prędkość, to 7 węzłów, czyli więcej niż teoretyczna prędkość kadłuba. Lugrowe ożaglowanie i długi kil predestynują jednostkę do żeglugi kursami pełniejszymi, niż ostry bajdewind, ale to są cechy większości jachtów wzorowanych na dziewiętnastowiecznych, roboczych jednostkach.

Ragtime – dane techniczne:

Długość kadłuba 5 m
Szerokość 1,9 m
Zanurzenie 0,85 m
Wyporność 1150 kg
Balast 400 kg
Powierzchnia żagli 15 m^2

Uwaga: Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Stefana Eknera.

***
C. d. n.

niedziela, 12 lutego 2012

Galaktyka, Zachód Słońca, Światło Księżyca i inne.

W poprzednim odcinku napisałem, że jedną z nitek zainteresowań Stefana Eknera są wielokadłubowce. Pierwszy znany mi i zrealizowany katamaran Jego projektu, to wspomniany, maleńki dwukadłubowiec ze sklejki, wyposażony w skrzydłomaszt - widywałem go na początku lat 90. w Jachtklubie Politechniki Warszawskiej, w ujściu Rządzy do Zalewu Zegrzyńskiego.
Foto dzięki uprzejmości Stefana Eknera
 Wkrótce w żeglarskiej prasie zaczęły się pojawiać informacje o kolejnych projektach. Jednym z nich, był pięciometrowy, laminatowy "Tea for Two", większy (LOA 6,5 m) również laminatowy "Galaxy", potem kolejne katamarany, a wśród nich również budowane z kompozytu, którego głównym składnikiem jest drewno:

Niektóre z nich już zrealizowano, w tym np. ośmiometrowy katamaran "Quickstep 800"


i siedmiometrowy "Sport Saloon 7",
 którego można widzieć na wodzie w całej okazałości:
Foto dzięki uprzejmości Stefana Eknera
Jedną z ostatnich konstrukcji Stefana, będącą obecnie w końcowej fazie budowy, jest prawie dziewięciometrowy (LOD 8,8 m, BOA 6 m) trimaran ze składanymi do transportu pływakami "Spider 880" , którego projekt można zobaczyć w książce, a zdjęcia z budowy poniżej:

Foto dzięki uprzejmości Stefana Eknera
***
W następnym odcinku wrócę do inspirowanych klasyką projektów Stefana Eknera.

czwartek, 2 lutego 2012

Tańce Stefana...

Stefana Eknera obserwowałem wiele lat temu, jak w ujściu rzeki Rządzy, na Zalewie Zegrzyńskim, wodował i testował swój pierwszy, malutki, sklejkowy katamaran ze skrzydłomasztem. Dowiedziałem się od znajomych, że ten młody człowiek, to właśnie sekretarz redakcji miesięcznika "Żagle". Później Stefan testował tam jeszcze prototyp laminatowej łódki plażowej Drak, również własnego projektu.

Osobiście poznaliśmy się sporo lat później - na targach żeglarskich w Łodzi, gdzie Janusz Ostrowski w ramach promowanej przez Port21 akcji "Otwieramy Wybrzeże", opowiadał o plażowo-przybrzeżnym rejsie proa PJOA. W tym czasie Stefan gorąco namawiał mnie do ukończenia planów i budowy mojego własnego katamarana. Ja z zainteresowaniem i podziwem przyglądałem się jego poczynaniom projektowym i szkutniczym. Chłonąłem informacje o budowie catboata Charleston,
Powiększona do 5,5 m długości wersja Charlestona
oglądałem z zainteresowaniem plany Shimmy, opublikowane w miesięczniku "Rejs", a potem również kolejne, które pojawiały się na jego własnej stronie. internetowej.
Shimmy

Stefan nadaje projektom swoich łodzi i jachtów nazwy popularnych w historii tańców, a zaprojektowane i budowane przez niego jednostki charakteryzują się często nawiązaniem do konkretnych, tradycyjnych kształtów łodzi i jachtów z minionych epok. Projektant odkrywa przed nami bogactwo historycznych form, ale nie kopiuje dawnych wzorów, lecz zawsze nadaje im swój własny klimat.
Ragtime
Niedawno poprosił mnie o opinię na temat swojej książki, w której zebrał swoje dotychczasowe, szkutnicze doświadczenia budowy drewnianych łodzi i jachtów, a opinia/recenzja ta stała się tekstem ją reklamującym w internecie.

Niedługo potem rozmawialiśmy już o możliwym, wspólnym przedsięwzięciu, bo przecież możemy połączyć nasze siły i możliwości, a razem damy radę podjąć większe i trudniejsze zadania. Mam nadzieję, że na efekty tej współpracy nie będziemy musieli zbyt długo czekać...


Wstępny szkic szkunera LOD 17,3 m - według projektu Stefana Eknera
 ***

PS: Drugim nurtem zainteresowań Stefana są wielokadłubowce, również budowane z drewna, ale o nich opowiem następnym razem.